Czwartek, 23 września 2021,  Dziś imieniny :Bogusława, Liwiusza, Tekli
     
Wspólna wycieczka Stowarzyszeń z Koźmina Wielkopolskiego i Bellheim na Węgry/ 12-17.5.2014 r./ PDF Print

Przed 3- ma laty narodził się projekt wspólnej wyprawy na Węgry. Różne rzeczy stawały na przeszkodzie. Osoby będące członkami Stowarzyszeń są uparci i wytrwali w swych dążeniach do celu to też zawsze go osiągają. Wycieczka stała się faktem.

12.05.2014 r. wyruszyliśmy do kraju przyjaciół gdzie mówi się i czuje że –

„Węgier Polak - dwa bratanki
I do szabli i do szklanki.
Obaj zuchy obaj żwawi
Niech im Pan Bóg błogosławi.”

Spotkanie z grupą z Bellheim nastąpiło pod Wiedniem, gdzie na dużym parkingu wspólnie zjedliśmy przygotowane przez grupę z Bellheim pyszne śniadanie a na deser były drożdżówki i rogaliki od Pani Romanowskiej z Koźmina z tradycyjną lampką wina, szampana i kawą. Przepakowaliśmy bagaże do jednego autobusu, ruszyliśmy w podróż przez Węgry.

Pierwszy przystanek to Herend.
Miasto na Węgrzech, znane z wielowiekowej tradycji wytwarzania porcelany. W pierwszej połowie XIX wieku wybudowano tu manufakturę. Obecnie eksportuje się stąd wyroby do ponad 60 krajów na świecie. Mieliśmy okazję oglądać, jak powstają porcelanowe cuda i napić się w stylowej kawiarni dobrej węgierskiej kawy z porcelanowych filiżanek.
Na nocleg udaliśmy się do hotelu „Tengerdi” w Ballatonmáriafϋrdó nad Balatonem.

W drugim dniu po śniadaniu, wyruszyliśmy na objazd węgierskiego morza – Balatonu.
Zwiedziliśmy Instytut Węgiersko Polski i Muzeum z czasów II wojny światowej w Balatonboglar, piękny park krajobrazowy na półwyspie Tihany i wiele innych ciekawych miejscowości położonych nad brzegiem Balatonu.

Odjechaliśmy 8 kilometrów na południe od Balatonu do Heviz. Hewitz to miejscowość uzdrowiskowa w której znajduje się największe jezioro w Europie z wodą termalną. Dno jeziora pokryte jest wielometrową warstwą torfu. Jezioro zostało ukształowane przez siły wulkaniczne. Wpływ ich chociaż złagodniały, odczuwalny jest również po 2,5 milionach lat czyli od wygaśnięcia wulkanów. W kompleksie basenów i zabiegowych gabinetów trudno się było zdecydować z czego skorzystać. Większość skorzystała z kąpieli w jeziorze, którego woda ma temperaturę 37-38º C, bez względu na porę roku. Woda jeziora ze względu na silne właściwości radioaktywne i zawartość domieszki siarki, posiada doskonale właściwości lecznicze.
Po kąpieli i zabiegach leczniczych, jadąc piękną widoko drogą wzdłuż Balatonu, powróciliśmy na nocleg do hotelu „Tengerdi”.

W trzecim dniu po śniadaniu, wyjazd do Budapesztu. Całodzienne zwiedzanie wszystkich ważniejszych obiektów w obu częściach miasta wraz z wejściem do Parlamentu spowodowało, że czuliśmy się zmęczeni ale bardzo zadowoleni. To jeszcze nie był koniec atrakcji. Wieczorem autokarem podjęchaliśmy na przystań przy Dunaju. Na przystani oczekiwał na Nas statek. Kapitan wraz z załogą powitał, każdego uczestnika lampką szampana i zaprosił do salonu restauracyjnego na kolację. Rozpoczęła się 3 godzinna wieczorna podróży po Dunaju. Dobra kolacja- specjały kuchni węgierskiej, wykwintne wina, piękne walce J, Strausa w tle i wspaniałe widoki ze wszystkich stron statku spowodowały, że czas szybko minął. Trzeba było opuścić statek, piękny modry Dunaj, ślicznie iluminowany Budapeszt i udać się do oddalonego o 90 km hotelu „Tengerdi” na zasłużony odpoczynek.

W czwartym dniu rano pakujemy bagaże do autobusu i opuszczamy Ballatonmáriafϋrdó. Jedziemy na wielką równinę węgierską. Nie trzeba wyjeżdżać za ocean bo można tu w Europie zobaczyć Dziki Zachód. Węgierską Pusztę przed wiekami stanowiły ziemie opuszczone i niegościnne. Ziemie te zamieszkiwali zbiegli chłopi i wyjęci z pod prawa opryszki. Pusztańscy kowboje - najemni pasterze – czikosi, to późniejsi hodowcy koni, bydła, owiec i świń.
W dawnych czasach hajducy i csikosi jak tradycja nakazywała wędrując ze swymi stadami, zawsze zatrzymywali się na postój j w Csardzie - oberży.

My również gościliśmy w oberży - Tanya Csárda. W Csardzie czekał na Nas obiad złożony z regionalnych węgierskich dań, dobre wino i węgierska kapela z oryginalnymi cymbałami. Po sytym obiedzie i tańcach, poszliśmy oglądać pokaz czikosi. Zwiedziliśmy między innymi hodowlę zwierząt i stary sprzęt używany w gospodarstwach na Pusztcie.
Po kilku godzinach pobytu w Tanya Csárda., pełni wrażeń wsiadamy do autokaru i jedziemy na nocleg do hotelu superior Nefelejcs w Mezökövesd- Zsóry z ciepłymi źródłami termalnymi pod Egerem.
Przed kolacją jest czas na kąpiel w ciepłych basenach. Po kolacji czas wolny na zwiedzanie okolicy.

Piąty dzień. W tym dniu naszym celem jest miasto Eger i okolice.
Z daleka widzimy jak nad miastem góruje XIII w. twierdza. To tutaj miała miejsce słynna obrona w 1552 roku. Istvan Dobo, jej dowódca, jest dzisiaj bohaterem narodowym Węgir. Piękne stare miasto o niskiej barokowej zabudowie, wąskie uliczki, liczne kawiarenki i sklepiki tworzą specyficzny klimat. Zwiedzamy Bazylikę – drugi pod względem wielkości kościół na Węgrzech. Wybudowany w połowie XIX wieku według projektu słynnego architekta Jozsefa Hilda. Tuż obok okazały barokowy budynek - Liceum z końca XVIII wieku z obserwatorium astronomicznym. Do dziś w budynku funkcjonuje Wyższa Szkoła Pedagogiczna. Podczas spaceru zwiedzamy jeszcze kościół Minorytów, największy na Węgrzech kościół serbski, Pałac Arcybiskupi oraz plac Dobo.
Po turystycznym pobycie w mieście Eger, jedziemy do „Szėpasszony” - Doliny Pięknej Pani. Dolina liczy prawie 200 piwnic i od wieków kojarzona była ze słynnym winem. Piwnice zostały wydrążone w łatwej do formowania glebie riolitowe znajdującej się w okolicach Egeru na głębokości kilkuset metrów. Jedną z jej zalet jest to, że utrzymuje wino w stałej temperaturze 10 – 15 º C, niezależnie od temperatury otoczenia. Ponadto rosnący w piwnicach mech i szlachetna pleśń tworzą wyjątkowy mikroklimat, ich przyjemny zapach pomaga w dojrzewaniu wina i wytworzeniu aromatu.
Zwiedziliśmy jedną z piwnic gdzie próbowaliśmy wina takie jak Egri Bikaver, Egri Csillag, Egri Olasz Rizling, Egri Muskotaly, Egri Chardonnay i Egri Cabernet. Wybrane wina można było zakupić. Istnieje wiele legend które dotyczą nazwy tego wspaniałego zakątka koło Egeru. Po próbie wina w starej piwnicy wszystkim zrobiło się weselej na duszy i ciele i zabierając swoje zakupione „flaszki” trzeba było wracać do hotelu. W hotelu przydał się czas n odpoczynek i kąpiel w ciepłych źródłach termalnych. Przed nami bowiem uroczysty wieczór , który przygotowali dla nas gospodarze hotelu z potrawami węgierskimi, winem, muzyką cygańską i tańcami. Bawili się wszyscy wraz z obsługą hotelu a kapela była fantastyczna. Zabawa skończyła się grubo po północy.

Szósty dzień - to ostatni dzień naszej wspólnej wycieczki po Węgrzech . Wcześnie rano śniadanie i pakujemy się do autobusu i wyjazd w kierunku Esztergom. Naszym celem było zwiedzenie katedry. Z wieży katedry podziwialiśmy miasto położone w meandrze Dunaju, które powstało już w okresie rzymskim, około I wieku naszej ery. W 1000 r. Stefan przyjął w skonstruowanej specjalnie na ten cel pierwszej na Węgrzech katedrze chrzest swych poddanych. Od tego czasu Esztergom stał się najważniejszym centrum katolicyzmu na Węgrzech. Na miejscu zburzonej później świątyni zbudowano bazylikę, która do dziś góruje nad całym miastem i jest bardzo chętnie odwiedzana przez pielgrzymów z całego świata. Po zwiedzeniu katedry drogą wzdłuż Dunaju jedziemy do Wyszehradu gdzie znajdowała się dawna rezydencja królów węgierskich. Zwiedzamy Cytadelę skąd rozciąga się wspaniały widok na Zakole Dunaju. Z cytadeli spacerkiem udajemy się do siedziby Grupy Wyszehradzkiej i zwiedzamy Dolny Pałac. Na dole u stóp wzgórza jeszcze zakupy drobnych upominków by wydać ostatnie forinty i jedziemy do Wiednia. Tu wspólny posiłek, ostatnie rozmowy i podziękowania za piękne wspólnie spędzone dni. Pożegnania i rozjazd jeden autobus kierunek Bellheim drugi kierunek Koźmin Wielkopolski.
Do Koźmina wróciliśmy o godzinie 24.00.

Oprac. Bolesław Kasprzak
Zdjęcia Bolesław Kasprzak,
Cor Huijgens,
Witold Garsztka

 

 
Życzenia wielkanocne PDF Print

wielkanoc 2014

 
Mój czas jako żołnierza w Polsce PDF Print

gotz1 

August Götz, Bellheim

9 stycznia 1944 roku, miałem 17 lat, zostałem powołany do Służby Pracy Rzeszy. Po zwolnieniu 18 marca 1944 roku przyszedł rozkaz powołania do Wehrmachtu i 29 marca 1944 roku musiałem zameldować się w koszarach Höfer w Homburgu, w Sarze, gdzie zostałem przeszkolony jako radiotelegrafista. Wraz ze mną został powołany Walter Gundermann, który pochodził również z mojej rodzinnej miejscowości Hördt.

1 listopada 1944 roku odstawiono nas do służby na froncie przeciwko Rosjanom. Razem z Walterem Gundermännern. Droga wiodła koleją Rzeszy z Homburga do Kaiserslautern do koszar, gdzie dostaliśmy nowe ubrania.

5 listopada 1944 roku rozpoczęła się podróż pociągiem specjalnym, ciągnionym przez lokomotywę parową, wypełnionym żołnierzami, w kierunku na Wschód. Jazda prowadziła przez znajome dworce kolejowe jak Schifferstadt i Ludwigshafen,... pojawiło się już uczucie tęsknoty, czy Ty kiedykolwiek znowu zobaczysz tą okolicę?

Dalej podróż wiodła w poprzek Niemiec w nieznane.

Kiedy przekroczyliśmy granicę niemiecko-polską przyszedł rozkaz: Trzymać broń w pogotowiu. Znajdujemy się teraz na terytorium partyzantów. Naszą stacją końcową była Bochnia.

Tam otrzymaliśmy: Walter Gundermann i Hugo Konhäuser, który przyszedł z innej jednostki szkoleniowej i ja, rozkaz przejścia pieszo około 8 kilometrów do Miclusowicl i zameldowania się w jednostce 8 Baterii, 10 Regimentu Artyleryjskiego 10 Dywizji Pancernej Grenadierów.

Po zameldowaniu się w jednostce zostaliśmy we trzech zakwaterowani u samotnej kobiety w małym domu. Dom miał sień, w której stał także kamień młyński do mielenia ziarna. Do kamienia umocowany był u góry z boku drąg, który sięgał do sufitu i można nim było obracać kamień, napełniano przy tym znajdujący się w środku kamienia otwór ziarnem, aby uzyskać mąkę. Następnie znajdowało się pomieszczenie, które było kuchnią, salonem i sypialnią. Do domu przylegała stajnia, w której stały dwie krowy. Od kobiety, której na imię było Berta, dostaliśmy słomę, którą rozłożyliśmy na ziemi i w ten sposób mieliśmy miejsca do spania. Kobieta spała w łóżku. Z nią rozumieliśmy się bardzo dobrze i dawaliśmy jej nasze jedzenie, a otrzymywaliśmy od niej mleko. Również przy mieleniu ziarna pomagałem jej. Na tej kwaterze byliśmy od 7 do 28 listopada. Kiedy się z nią żegnaliśmy, życzyła nam wszystkiego dobrego i dała każdemu z nas trzech mały święty obrazek, który jeszcze do dzisiaj posiadam.

gotz2

Obrazek - prezent od naszej gospodyni z kwatery, Berty, w Miclusowicl, przy pożegnaniu.

Stamtąd zostaliśmy przeniesieni do miejscowości Ucef, która leży również pod Bochnią. Także tutaj przybyliśmy we trojkę: Götz, Gundermann i Konhäuser znowu na kwaterę. Tutaj były problemy z miejscem. Ponieważ cała rodzina z licznymi dziećmi spała w jednym pomieszczeniu, nie było dla nas miejsca. Jednak rodzina, która była bardzo miła, a matka mówiła po niemiecku, znalazła szybko rozwiązanie. Tam bezpośrednio przy domu było pomieszczenie na króliki. Dzieci dały króliki do obory, my wyrzuciliśmy gnój i włożyliśmy świeżą słomę i mieliśmy miejsca do spania. Potem dostaliśmy krzesła i mały stoliczek. Nasza kwatera była gotowa.

Również tutaj byliśmy z rodziną w dobrych stosunkach, matka przy tym chętnie z nami rozmawiała. Jedna z córek i jej kuzynka: miały na imię Stefka i Marika, musiały na zarządzenie niemieckiego Wehrmachtu iść kopać szańce ( kopanie rowów dla strzelców). Wieczorem, w czasie zimnych grudniowych dni wracały do domu i skarżyły się na ciężką pracę i szorstkie zniszczone ręce. Dałem im puszkę kremu, żeby mogły dbać o ręce.

Tutaj przebywaliśmy od 28 listopada do 4 grudnia 1944 roku.

5 grudnia 1944 roku zostaliśmy załadowani do pociągu towarowego i przeniesieni do miejscowości Mirzec pod Radomiem. W czasie tej jazdy sfrunęła mi z głowy moja czapka z daszkiem i w czasie całej mojej służby żołnierskiej musiałem zadowolić się furażerką, którą dał mi mój towarzysz, i stalowym hełmem. W połowie grudnia dostaliśmy ubrania maskujące, które były dobrze ocieplane i obustronne. Na zewnątrz farba maskująca, od środka białe. Również buty filcowe zafasowaliśmy. Po przybyciu do miejscowości Mirzec zostaliśmy zakwaterowani u rodziny, gdzie mieliśmy własny pokój. Położyliśmy nasz wełniany koc na podłogę i mieliśmy znowu swoją kwaterę. Spało się zawsze w uniformie, ponieważ musiało się być ciągle gotowym do akcji. Także tutaj byliśmy, znowu razem, trzej radiotelegrafiści,. W wigilię Bożego Narodzenia 1944 roku rodzina, która miała dwójkę dzieci, zaprosiła nas na kolację. Był gulasz, który nam bardzo smakował i pozostał długo w pamięci. W czasie wieczoru rodzina poprosiła nas, żebyśmy zaśpiewali pieśń „Cicha noc, święta noc”, co też chętnie uczyniliśmy. Podczas pobytu na tej kwaterze nasz towarzysz Hugo Konhauser został przeniesiony do jednostki pancernej. Cieszyłem się wtedy, że nie musiałem iść do jednostki pancernej, jako że miałem także przecież wyszkolenie specjalne jako radiotelegrafista pancerny. W kilka tygodni później, kiedy byliśmy w ogniu walki, poinformowano nas, że Hugo zginął. Ich czołg został unieruchomiony przez ostrzał i w trakcie wysiadania wszyscy zostali zabici. W pierwszych dniach stycznia 1945 roku, kiedy w nocy spaliśmy, podoficer będący na służbie przeszedł przez ulice, gdzie byliśmy wszyscy prywatnie zakwaterowani i ogłosił przy pomocy gwizdka alarm. Kiedy się stawiliśmy , zostaliśmy poinformowani, że musimy się udać do miejscowości położonej w pobliżu i zgromadzić wszystkich mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat. Miejscowość jest już obstawiona przez 9 baterię. My byliśmy 8 baterią. Zostaliśmy tam zawiezieni samochodami ciężarowymi, gdzie na placu w miejscowości zostaliśmy podzieleni na grupy, liczące po trzech mężczyzn. Grupy te waliły w drzwi domów do śpiących ludzi, które ci przerażeni otwierali.

Tworzyłem grupę z jednym z towarzyszy i wachmistrzem ( w artylerii nie było sierżanta lecz wachmistrz). Na pukanie wachmistrza otworzono drzwi i weszliśmy do domu. Stało tam małżeństwo i dwójka dzieci w nocnych koszulach. Wachmistrz polecił mężczyźnie, aby z nim poszedł. Mężczyzna uskarżał się, z czego przecież nic nie rozumieliśmy i gestykulował rękami, ja wywnioskowałem, że nie ma nic ciepłego do ubrania i ubrał się w kalesony. Kobieta i dzieci stały przerażone i płakały. Wachmistrzowi ubieranie mężczyzny trwało za długo i powiedział do mnie: Pan tutaj zostanie i zabierze mężczyznę ze sobą a my idziemy dalej. Teraz stałem tam, tak jak to było moim obowiązkiem, stalowy hełm na głowie, z wiszącym karabinem na ramieniu. Przede mną rodzina, której los bardzo mi leżał na sercu. Moim obowiązkiem było zabranie mężczyzny ze sobą. Byłem świadomy sytuacji, że jeśli go nie przyprowadzę i to zostanie zauważone, będzie to odmowa wykonania rozkazu i zawisnę na drzewie lub zostanę rozstrzelany. W kuchni, w której staliśmy, zobaczyłem na suficie wejście na strych. Wskazałem na wejście i powiedziałem: Idź tam na górę i znikaj. Potem wyszedłem z domu i poszedłem szybkim krokiem w kierunku miejsca zbiórki. Odszedłem jednak kilka domów dalej, kiedy zauważyłem, że wachmistrz i mój towarzysz wyszli za mną z jakiegoś domu i prowadzili mężczyznę. Zawróciłem szybko i pobiegłem naprzeciwko niemu, jak gdybym szedł od placu zbiórki. Zawołał do mnie i zapytał: Gdzie pan ma mężczyznę? Odpowiedziałem: Odstawiłem go. Powiedział: Ale to szybko poszło. Przeszedłem szybkim krokiem obok niego w przeciwnym kierunku, abym nie musiał jeszcze raz wejść do jakiegoś domu, chociaż właściwie musiałbym znowu do niego się przyłączyć. Kiedy był poza zasięgiem mojego wzroku, poszedłem ponownie w kierunku placu zbiorki i ustawiłem się wśród towarzyszy tak, że mnie nie widział. Obawiałem się, że moje zachowanie będzie miało konsekwencje. Miałem szczęście. Nic się nie wydarzyło. Na miejscu zbiórki zebrano wielu mężczyzn, którzy zostali wywiezieni ciężarówkami. Co się z nimi stało, o tym nie zostaliśmy poinformowani. Na kwaterze w miejscowości Mirzec byliśmy od 4 grudnia 1944 roku do 11 stycznia 1945 roku.

Z miejscowości Mirzec przybyliśmy bezpośrednio do działań na froncie który rozciągał się na wschód od Radomia na przyczółku Baranov. Tam Rosjanie zdobyli właśnie na zachód od Wisły większy pas ziemi, „Landstrich”, który tak został nazwany i był zapełniony bronią i wojskiem. Nasza bateria składała się z około 100 mężczyzn, 6 dział ciężkiej artylerii ze znakiem SFH 18 (ciężkie haubice polowe rok produkcji 1918, kaliber 15 cm) ciągnione przez ważące 12 ton ciągniki samochodowe, który z przodu miał gumowe opony a z tyłu łańcuchy i służył jednocześnie do transportu wojska.

gotz3

12-tonowy ciągnik samochodowy używany do transportu.

gotz4

Działo FSH 18 z kanonierami.

Zadaniem ciężkiej artylerii było ostrzeliwanie z odległości linii nieprzyjacielskich, przy czym działa stały (stanowisko ogniowe) około 6 kilometrów za linią frontu. Wezwanie do strzelania (zwane komandem ogniowym) przychodziło od radiotelegrafistów stanowiska VB i B. W działaniach na froncie były trzy stanowiska radiotelegraficzne. VB to „obserwator przedni”, stanowisko B to „obserwator” i „stanowisko ogniowe”. Stanowiska VB i B liczyły po 3 mężczyzn: jednego wachmistrza i 2 radiotelegrafistów, którzy mieli bezpośrednie połączenie radiotelegraficzne do stanowiska radiotelegraficznego na stanowisku ogniowym, obsadzonym przez dwóch mężczyzn. Obydwa stanowiska obserwacyjne były obsadzone na najbardziej wysuniętej linii. Było przewidziane, że co trzy dni następuje zmiana obsady stanowisk radiotelegraficznych. Nie zawsze było to jednak możliwe. Komendy ogniowe, nadchodzące do punktu telegraficznego na stanowisku ogniowym, były przekazywane bezpośrednio oficerowi baterii. Ten podawał komendy bardzo głośno dalej do kanonierów i strzelano. Aparat radiotelegraficzny składał się z dwóch skrzynek o wymiarach około 45 na 32 cm i ważył około 15 kg . Na początku naszej służby byliśmy radiotelegrafistami: GundermannWalter został ranny 25 kwietnia 1945 roku pod Tropau, w Czechach, przybył do głównego punktu opatrunkowego i dostał się do niewoli rosyjskiej. W 1949 roku wrócił z niewoli rosyjskiej mieszkaniec Bellheim, Erwin Geschwind, i poinformował nas, że Walter został zastrzelony podczas próby ucieczki. Josef Schädelbauer, który był z Walterem Gundermännern na stanowisku VB, został w tym samym czasie ciężko ranny i zmarł w swojej jamie w ziemi, gdzie następnego dnia teren został zajęty przez Rosjan. Herbert Schulze (ranny), Robert Herbster (poległy), Wolfgang Höckendorf (ranny), Hugo Konhäuser (poległy).

Ja August Götz - spośród radiotelegrafistów, którzy byli na początku naszej służby na froncie, jako jedyny przetrwałem wszystko bez szwanku. Również spośród żołnierzy, którzy przybyli do nas w zastępstwie, kilku ubyło.

W czasie naszej pierwszej akcji musiałem od razu iść na stanowisko przedniego obserwatora.

My trzej: dwóch radiotelegrafistów i wachmistrz, zostaliśmy przewiezieni samochodem osobowym kilkaset metrów przed HKL (główną linię walki). Szliśmy na wschód od Radomia obok skraju wsi w pozycji zwiadowczej. Był 11 styczeń 1945 roku, było bardzo zimno i leżało kilka centymetrów śniegu. Za domami w kierunku wschodnim wykopane były stanowiska karabinowe. Zanim zajęliśmy stanowisko, weszliśmy do małego domu, aby się ogrzać. Spotkaliśmy tam starsze małżeństwo, które było w stosunku do nas bardzo miłe i dało nam ciepłego mleka. Po krótkim pobycie wyszliśmy we trójkę do okopów i ustawiliśmy nasz radiotelegraf, podczas gdy na całym obszarze wokół nas biły ciągle pociski artylerii rosyjskiej. Około 300 metrów przed nami było wzgórze, na którym szeroko rozproszona szła pod górę kompania piechoty, żeby zająć stanowiska. Za wzniesieniem była nieprzyjacielska linia frontu. Widziałem uderzenia pocisków i jak ginęli żołnierze. Ustawiłem właśnie mój aparat, wtedy w pobliżu mnie uderzył pociski oderwał antenę prętową. Po wymianie anteny próbowałem nadawać. Długo jednak nie dostawałem połączenia ze stanowiskiem ogniowym, czego wachmistrz głośno się domagał, ponieważ chciał strzelać.

Nagle zauważyłem, że w zdenerwowaniu zapomniałem przestawić przełącznik z nadawania na odbiór, co było bezwzględnie konieczne. Potem on dawał mi rozkazy strzelania, które przesyłałem telegrafiście na stanowisku ogniowym i strzelano w kierunku rosyjskiej linii frontu. Przez cały ten czas biły w naszej okolicy pociski a poza nami paliło się kilka domów. Również dom, w którym przedtem dostaliśmy mleko, stał w płomieniach.

Byliśmy tylko przez kilka godzin w tym miejscu, potem dostaliśmy rozkaz zmiany stanowiska. Przyjechała po nas ciężarówka i zawiozła nas na stanowisko ogniowe. Tutaj otrzymaliśmy polecenie na inne stanowisko i zostaliśmy ponownie przewiezieni ciężarówką aż kilkaset metrów przed główną linię walki.

Po kilku godzinach, w międzyczasie zapadła noc, wachmistrz powiedział, że ma ważne pismo, które zapomniał oddać na stanowisku ogniowym. Gótz, pan jest najmłodszy, proszę je odnieść i natychmiast przyjść. Wyruszyłem w ciemności nocy w drogę w kierunku zachodnim przez łąki i pola w nadziei, że znajdę oddalone o około 6 kilometrów stanowisko ogniowe.

Nagle w oddaleniu kilku kilometrów zobaczyłem ogień karabinowy ciężkiej artylerii. Poszedłem w tym kierunku i miałem szczęście. To była nasza bateria.

Przybywszy tam, przekazałam pismo szefowi naszej baterii, który mnie także zaraz zapytał, kiedy mam wrócić znowu na stanowisko VB. Powiedziałem: jutro rano, co przecież nie było zgodne z prawdą. I tak nie znalazłbym w nocy stanowiska, a tutaj mogłem przenocować w domu z innymi towarzyszami, gdzie ogrzewano piecem.

12 stycznia 1945 roku o świcie, jeszcze długo panowała noc, rozpoczęła się rosyjska wielka ofensywa z ciężkim ogniem huraganowym. O świcie nadszedł atak na całym froncie przy pomocy oddziałów pieszych i czołgów. Niemiecka linia frontu została przez ogień huraganowy mocno przerwana i tylko niewielki opór był jeszcze możliwy. Nie było już zamkniętego frontu. Rozpoczął się odwrót z wielkimi stratami i zbliżał się koniec wojny. Oddziały alianckie dotarły do Niemiec.

5 maja 1945 roku reszta naszej baterii dostała się pod Eisenstein w Bawarii do niewoli amerykańskiej. Stamtąd przetransportowano nas na ciężarówkach do obozu dla jeńców Janodorf pod Cham. Tutaj znajdowało się 30 000 do 40 000 jeńców pod gołym niebem, na terenie otoczonym kolczastym drutem. Do jedzenia była pokrywka od miski zupy dziennie. 8 maja 1945 roku wojna się skończyła.

1 czerwca 1945 roku zostałem wypuszczony z niewoli amerykańskiej.

Wspomnienia spisał : August Götz

 
Życzenia Bożonarodzeniowe 2013 PDF Print

 
Spotkanie z okazji św. Mikołaja PDF Print
W dniu 6.12.2013 roku, tradycyjnie spotkali się w Restauracji „Wieża” członkowie Stowarzyszenia „Z pomocy zrodziła się przyjaźń Koźmin Wlkp. – Bellheim” . Spotkanie z okazji św. Mikołaja było również podsumowaniem całorocznej działalności Stowarzyszenia.

 
Przewodnicząca „Freundschaftskreis Bellheim – Koźmin Wlkp.“ w Koźminie Wlkp. i w Starostwie Powiatowym w Krotoszynie. PDF Print

Odwiedzili Nas goście z Bellheim. Była to wizyta szczególna bo związana z 5-leciem współpracy powiatów Krotoszyńskiego i Germersheim. Wszystko się zaczęło od 2 osób, Bolesława Kasprzaka Prezesa Stowarzyszenia „Z pomocy zrodziła się przyjaźń Koźmin Wlkp. – Bellheim” i pani Irmy Geiβert Przewodniczącej „Freundschaftskreis Bellhem – Koźmin Wlkp.”. B. Kasprzak zaproponował podczas pobytu w Bellheim na Jubileuszu 10-lecia współpracy gminy Bellheim – z gminą Le Perray z Francji, panu Landratowi dr Fritz Brechtel, czy byłby zainteresowany współpracą z powiatem krotoszyńskim? Mieszkańcy gminy Koźmin leżącej w powiecie krotoszyńskim i gminy Bellheim leżącej w powiecie ziemskim Germersheim już wtedy 2003 roku od ponad 25 lat współpracowali i przyjaźnili się ze sobą. Współpracę tą należy zaliczyć do jednej z najstarszych w Wielkopolsce i Polsce. Pomysł poparła pani Irma Irma Geiβert. Spotykając się później kilkakrotnie z Landratem dr Fritz Brechtel wspólnie z panem Bolesławem Kasprzakiem dążyli do sfinalizowania pomysłu. Po trzech latach przygotowań i wspólnych wizyt na szczeblu Powiatów i Stowarzyszeń, przygotowano Umowę o Współpracy i Przyjaźni do podpisania. Umowę podpisano w 2008 roku . Irma Geiβert mając bogate długoletnie doświadczenie we współpracy z mieszkańcami Koźmina Wlkp., wspomaga Powiat Germersheim w organizowaniu i zagospodarowaniu wizyt delegacji z powiatu krotoszyńskiego.

 

Photo1

 

W dniach22-24 listopada 2013 roku, powiat krotoszyński obchodził 15-lecie reaktywowania Powiatu i 5-lecie współpracy powiatów Krotoszyńskiego i Germersheim. Na tą uroczystość została zaproszona Pani Irma Geiβert wraz z mężem. Wojewoda Wielkopolski Piotr Florek z okazji 15-lecia powiatu krotoszyńskiego uhonorował pamiątkowymi medalami im. W. Celichowskiego naszą przyjaciółkę panią Irmę Geiβert oraz doktora Fritz Brechtel, Landrata Powiatu Ziemskiego Germersheim.

 

 „Wyróżnione osoby aktywnie działają na rzecz wzajemnej współpracy obu samorządów. Irma Geissert od lat organizuje liczne wydarzenia promujące tradycję i kulturę Wielkopolski a dzięki zaangażowaniu doktora Brechtela w 2010 roku w Krotoszynie odbyło się przekazanie przez grupę niemieckich starostów statuetki Gołębia Pokoju - symbolizującej Kartę Praw Człowieka ONZ.”

 Urząd Województwa Wielkopolskiego - Anna Czuchra 25.11.2013 r.

 

Zdjęcia z uroczystości:

 
Imieniny św. Mikołaja – w Stowarzyszeniu w Koźminie Wlkp. 2013 r. PDF Print

Jak co roku w miesiącu grudniu obchodzimy imieniny Mikołaja. Św. Mikołaj w Bellheim jest patronem parafii katolickiej. W tym dniu nasi przyjaciele w Bellheim obchodzą odpust św. Mikołaja. Z tej okazji cieszą się organizując kiermasze, bawią się wspólnie z dziećmi, które obdarowują upominkami. Piękny przedświąteczny dzień i kolorowy wieczór obwieszczający wszystkim , że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Członkowie Stowarzyszenia „Z pomocy zrodziła się przyjaźń Koźmin Wlkp. – Bellheim” w tym dniu t. j. (piątek)06.12.2013 r. duchowo łączą się z mieszkańcami Bellheim uczestnicząc zbiorowo o godz. 18.00 we Mszy św. w kościele pod wezwaniem św. Stanisława bp. Męczennika gdzie po Mszy św. wszyscy jej uczestnicy tradycyjnie zostaną poczęstowani słodyczami ufundowanymi przez Stowarzyszenie. Następnie o godzinie 18.45 rodziny członków Stowarzyszenia spotkają się przy wspólnym stole w Restauracji „Wieża”. Tradycyjnie zbierane będą dobrowolne datki na pomoc ludziom poszkodowanym przez klęski żywiołowe.

sw mikolaj
Święty Mikołaj z Miry biskup. Patron m.in.: Rosji, pojednania Wschodu i Zachodu

Mikołaj z Miry, znany również jako Mikołaj z Bari (ur. ok. 270 w Patarze w Azji Mniejszej, zm. ok. 345 lub 352) – biskup Miry dzisiejsza Turcja. Święty Kościoła katolickiego i prawosławnego, gdzie tytułowany jest mianem św. Mikołaj Cudotwórca. Zasłynął jako cudotwórca, ratując żeglarzy i miasto od głodu. Odwagą i sprawiedliwością wykazał się ratując od śmierci niesłusznie skazanych urzędników cesarskich. Według podań, święty Mikołaj, po bogatych rodzicach otrzymał w spadku znaczny majątek, którym chętnie dzielił się z ubogimi. Wyróżniał się pobożnością i miłosierdziem. Mieszkańcy Miry wybrali go na swojego biskupa. Po życiu gorliwym i pełnym dobrych czynów, zmarł w połowie IV wieku, spontanicznie czczony przez wiernych. Znana jest historia o trzech niesprawiedliwie uwięzionych oficerach uwolnionych za jego wstawiennictwem; opowieść o trzech ubogich pannach wydanych za mąż dzięki posagom, których Święty dyskretnie im dostarczył; o trzech młodzieńcach uratowanych przez niego od wyroku śmierci; o żeglarzach wybawionych z katastrofy morskiej. Jeden z utopców statku wiozącego świętego na pielgrzymkę do Jerozolimy miał podobno zostać przez niego wskrzeszonym. Święty Mikołaj wskrzesił też trzech młodzieńców zabitych za nieuregulowanie rachunku za nocleg w gospodzie. Gdy Mirę opanowali Arabowie, kupcom włoskim udało się zabrać jego relikwie i przewieźć do Bari w południowych Włoszech. Święty Mikołaj brał udział w soborze w Nicei, gdzie miał podobno spoliczkować Ariusza.

Święty Mikołaj zmarł w starości. Jego ciało, które zaczęło wydzielać leczniczą mirrę, pochowano w Mirze Licyjskiej. W 1087 roku relikwie przeniesiono do włoskiego miasta Bari, gdzie znajdują się do dnia dzisiejszego w specjalnie zbudowanym ku jego czci soborze. Pomimo niewielu wiadomości na temat życia świętego, jego postać jest jedną z najbardziej barwnych w hagiografii. Do dziś utrzymuje się zwyczaj składania podarunków w formie niespodzianki, choć obecnie zwyczaj ten jest często łączony z postacią Świętego Mikołaja.

W ikonografii św. Mikołaj przedstawiany jest w stroju biskupa rytu łacińskiego lub greckiego w towarzystwie Jezusa i Maryi.

Jego atrybutami są m.in.: anioł z mitrą, chleb, trzy złote kule na księdze, trzy jabłka, trzy sakiewki, troje dzieci lub młodzieńców w cebrzyku, kotwica, okręt, pastorał i worek prezentów.

 
Spotkanie w Bellheim PDF Print

W dniach 13-16.06.2013r. na zaproszenie Stowarzyszenia „Freundschaftskreis Bellheim- Koźmin Wlkp.” wyjechali z Koźmina członkowie Stowarzyszenia „Z pomocy zrodziła się przyjaźń Koźmin Wlkp. - Bellheim”. Spotkanie upamiętniało podpisanie przed 10 laty Umowy o Współpracy Gmin Kożmina Wlkp. i Bellheim. Po wielu dniach ulewnych deszczy przywieźliśmy z Polski do Bellheim piękną pogodę. Na czas spotkania Stowarzyszenie w Bellheim wraz z Gminą, przygotowało szereg imprez niespodzianek.

Przywitanie z rodzinami członkami Stowarzyszenia nastąpiło na Messplatz . Po krótkim odpoczynku udaliśmy się do urokliwego miasteczka St. Martin i winnicy „Altes Schlösschen” w której próbowaliśmy win ze zbioru 2012 r. i starszych. Zmęczenie ustąpiło. Wieczorem wspólną kolacją przy grillu zakończyliśmy dzień, bardzo zadowoleni.

Piątek, kolejny dzień pobytu w Bellheim. Dzień wyjazdu do Neckarsteinach. W latach 2009/10 Neckarsteinach i przyległe tereny został włączony jako południowy punkt Europejskiego Parku Natury – Park Bergstrasse - Odenwald. Z tego pięknego położonego wśród gór miasteczka, któremu prawa miejskie nadano w 1377roku, białą flotą podziwiając po drodze stare zamki i wspaniałe widoki płynęliśmy rzeką Neckar do Heidelbergu. Nie jest tajemnicą, że Heidelberg jest klejnotem wśród niemieckich miejscowości turystycznych z siedzibą najstarszego uniwersytetu w Niemczech założonego w 1386 roku. Miasto w którym obecnie mieszka 148 000 mieszkańców w tym 28 000 studentów nie zostało zniszczone podczas II wojny światowej. Zachował się jego barokowy urok z wąskimi uliczkami pełnymi zabytkowych domów i słynnym Schloss( ruinami zamku). Mark Twain w swej książce „Wędruj za granicę” napisał …Spośród fal rzeki i skał oraz żywych zielonych liści… wznoszą się ogromne ruiny zamku w Heidelbergu, z pustymi okiennymi łukami, obrośnięte bluszczem i blankami, butwiejące wieże pomniki przyrody nieożywionej – opuszczone, pozbawione korony, pobite przez burze, ale królewskie nadal i piękne. Heidelberg co roku odwiedzają setki tysięcy turystów. Podzieleni na dwie grupy po mieście oprowadzały Nas przewodniczki pochodzące z Wielkopolski mieszkające od wielu lat w Heidelbergu. Wieczorem utrudzeni pełni wrażeń po całodziennym zwiedzaniu wróciliśmy do Bellheim, by odpocząć przed następnym dniem. Sobota była dniem obchodów podpisanej 10 lat temu, Umowy o współpracy Gmin. Obchody zainaugurowała Sesja Rady Gminy w Ratuszu, a po jej zakończeniu uczestnicy udali się na Plac Koźmina, gdzie odbyły się oficjalne uroczystości Jubileuszowe. Następnie dalszy ciąg uroczystości przeniesiono do hali „Dr Friedrich Schneider-Halle”, gdzie odbyła się projekcja filmu „Bellheim i jego mieszkańcy”, wspólna kolacja i wieczór towarzyski z udziałem zespołu „Skyriders”. Niedziela wspólne spotkanie na Mszy św. w kościele pod wezwaniem św. Mikołaja, po Mszy św. odwiedzenie cmentarza, pożegnanie z członkami Stowarzyszenia Freundschaftskreis oraz mieszkańcami Bellheim i powrót do Koźmina Wielkopolskiego.

Szkice dr Radosława Barka z podróży : Bellheim - Neckarsteinach – Heildelberg.

Photo1

Zdjęcia z obchodów 10-lecia współpracy Gmin w Bellheim.

Photo1

 
Życzenia Wielkanocne PDF Print

wielkanoc 2013

 
Fundacja Współpracy Polsko Niemieckiej. PDF Print

W dniu 26.03.2013 roku prezes Stowarzyszenia opracował projekt i złożył do Fundacji Współpracy Polsko Niemieckiej wniosek o dofinansowanie Spotkania w Bellheim, organizowanego pod hasłem „Polsko niemieckie pogłębianie przyjaźni i stymulacja współpracy”. Stowarzyszenie „Z pomocy zrodziła się przyjaźń Koźmin Wlkp.- Bellheim” organizuje wyjazd na spotkanie pod hasłem „Wspólne spotkania - umacniają przyjaźń i rozwijają współpracę”. Wyjazd do Bellheim jest planowany od 13.06 do 16.06.2013 roku.

 
Dobrze jest czasem spojrzeć wstecz? PDF Print

W dniu 22 lutego 2013 roku na zaproszenie prezesa Stowarzyszenia „Z pomocy zrodziła się przyjaźń Koźmin Wielkopolski – Bellheim” przybyła do Koźmina pani mgr Barbara Krzeszewska Zmyślony z Centrum Kultury i Języka Niemieckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego. Spotkanie miało miejsce w Gimnazjum im. Zjednoczonej Europy i poświęcone było propagowaniu wiedzy o kulturze Polski i Niemiec oraz ich wzajemnych relacjach. Głównym punktem programu była 60 minutowa projekcja filmu „Cicho pod prąd” reż. Tomasza Kycia i Roberta Żurka. Po projekcji i dyskusji wyświetlono film dokument „I transport pomocy dla Koźmina” nakręcony przez Eugena i Irmę Geiβert w roku 1980.

1 2

3 4

 
<< Start < Prev 1 2 3 4 5 6 7 Next > End >>

Page 4 of 7
www.koz-bell.pl